201610.18
Kategoria Komentarze

Wybory na Litwie: gorzki smak zwycięstwa Polaków


Witold Janczys

Litwa jest po pierwszej turze wyborów, druga uzupełniająca, po której ostatecznie będzie znany skład Sejmu odbędzie się 23 października. Partie polityczne już teraz próbują szukać sojuszników, handlują tekami ministrów. Czy w tej wielkiej litewskiej polityce jest miejsce dla polskiej mniejszości oraz czy stosunki pomiędzy Warszawą a Wilnem czekają na odrodzenie czy przeciwnie – fiasko – jest pytaniem, gdzie nad odpowiedzią prześcigają się eksperci i politolodzy.

Tłumaczenia ekspertów często są albo zbyt uproszczone albo zbyt skomplikowane i tworzą zupełnie inną rzeczywistość. Zamiast zastanawiać się nad miejscem polskiej mniejszości w litewskiej polityce warto odpowiedzieć:

1) dlaczego dziś jesteśmy właśnie w tym punkcie;

2) jak się może zmienić pozycja Polaków na Litwie, gdy na osi pomiędzy obydwoma strategicznymi sojusznikami za jakich podają się Warszawa i Wilno pojawią się dalsze pęknięcia.

Trochę statystyki, tak często lekceważonej przez czytelników, ale tym razem niezbędnej: wynik Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin (5,39 proc.) jest dobry. Partia pokonała próg wyborczy, znalazła się w Sejmie, w drugiej turze wyborów prawdopodobnie uzyska znowu kilka dodatkowych mandatów – co ogółem zapewni jej znowu od siedmiu do ośmiu miejsc w parlamencie. Sukces wyborczy sprzed czterech laty został powtórzony, o ile za niego uznamy zachowanie dotychczasowego stanu posiadania. Waldemar Tomaszewski, lider AWPL-ZchR zapowiadał zdobycie nawet 16 mandatów. Cud się nie zdarzył, wola wyborców okazała się inna, w porównaniu z 2012 rokiem liczba głosów oddanych na partię mniejszości polskiej spadła o 14 tys.

Co w ciągu ostatnich czterech lat, które minęły od ostatnich wyborów udało się osiągnąć partii mniejszości polskiej na Litwie? Dwa lata w koalicji z litewskimi partiami politycznymi dały udział we współrządzeniu krajem, jednak sukcesy na tym się skończyły. Żaden z podstawowych problemów (pisownia nazwisk, zwrot ziemi, dwujęzyczne polsko-litewsko tabliczki w miejscowościach zamieszkiwanych przez Polaków – etc.) polskiej mniejszości narodowej na Litwie nie został rozwiązany. Skończyło się na skandalicznym trzaśnięciu drzwiami i odejściu z rządu oraz reformie sieci szkół w Wilnie. Można oczywiście wysuwać argumenty, że nie dało się tego zrobić, bo nie było na to woli innych partii politycznych rządzących Litwą, ale jak długo da się mówić to samo? Z czasem nawet mało wymagający wyborca się znudzi i przestanie głosować, na tych polityków co wiele obiecują, a mało robią. Gwoli sprawiedliwości trzeba zaznaczyć, że ogólnokrajowe litewskie partie, również zwykły obiecywać wyborcom miód i mleko nie tylko Polakom i Rosjanom, ale przede wszystkim etnicznym Litwinom, następnie, po wyborach zapominając o swych obietnicach. Na razie nie widać, aby partia mniejszości polskiej miała coś innego do zaoferowania swoim wyborcom, oprócz zwarcia szeregów i transformacji w obleganą przez morze „wrogów” fortecę.

wybory-litwa

© Fundacja Po.Int by Witold Janczys

W opinii wielu Polaków z Polski, mieszkańcy kresowej Wileńszczyzny jawią się niezłomnymi patriotami, prowadzącymi nieprzerwaną walkę o polskość z wrogim im żywiołem litewskim. Walkę o przetrwanie, szkolnictwo, nazwiska, otóż nie… Polacy, którzy mieszkają na Litwie są obywatelami właśnie swego kraju, wolą pokój niż „wojnę” i podejmują decyzję, rozliczając partie polityczne za ich wyniki. To samo robią Litwini, to samo czynią Polacy w Polsce, głosując na PiS, PO czy na inną partię polityczną. Zamiast głosowania na „swoją” partię kończy się na głosowaniu na ogólno-litewską partię.

Jeszcze inną sprawą jest sytuacja w jakiej polska mniejszość na Litwie się znajdzie, gdy stosunki na linii Warszawa – Wilno będą stawać się coraz bardziej napięte. Do czego jak się wydaje dążą obie strony. Jakim słowem można określić obecne relacje pomiędzy Litwą a Polską? Lód!

„Gdyby trzeba było określić obecne relacje jednym zdaniem, musielibyśmy powiedzieć, że są one mniej więcej takie, jak po ultimatum z 1938 r. Stosunki dyplomatyczne są nawiązane, poczta i inna łączność pomiędzy sąsiednimi państwami działa – i tyle. Prezydenci i premierzy nie spotykają się i nawet nie rozmawiają telefonicznie. Nie ma relacji międzyparlamentarnych, nie utrzymują ich ani partie rządzące ani opozycja. Jedyna różnica w porównaniu z 1938 r. jest taka, że wówczas Wilno należało do Polski, a teraz do Litwy” – oświadczył jeszcze niedawno znany litewski publicysta Rimvydas Valatka.

Stanowczy i nieprzejednany upór litewskich elit wobec realizacji postulatów polskiej mniejszości narodowej na Litwie od dawna irytował Polskę. Idylla, jaka panowała za kadencji prezydenta Adamkusa i Kwaśniewskiego pomiędzy Polską a Litwą, prysła jak mydlana bańka. Po deklaracji Radosława Sikorskiego, szefa MSZ za kadencji prezydenckiej Bronisława Komorowskiego, o tym, że jego noga nie stanie w Wilnie dopóty, dopóki nie zostaną rozwiązane problemy polskiej mniejszości na Litwie padły następne, ale już z ust polityków PiS. Jan Parys, szef doradców ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, na konferencji w Kownie oświadczył, że sytuacja polskiej mniejszości na Litwie jest jeszcze gorsza niż Polaków na Białorusi. Stwierdził też, że właśnie z tego powodu „jest skomplikowane, jak wytłumaczyć polskim żołnierzom, że mają bronić państw bałtyckich”. Podobne wypowiedzi, mimo że doczekały się uznania ze strony wielu przedstawicieli polskiej mniejszości, jeszcze bardziej umocniły Litwinów w tym, że Warszawa ponownie dąży do dominacji w regionie i chciałaby zepchnąć Wilno do pozycji mniejszego brata. W oczach Litwinów odrodziły się mało przyjemne wspomnienia z przeszłości.

Nie należy się więc dziwić, że w miarę dalszego oziębienia polsko-litewskich stosunków krucha oś partnerska, łącząca Wilno i Warszawę, zacznie pękać. Co ostatecznie zmusi Litwę do rewizji relacji z polską mniejszością narodową oraz wpływu, który na nią próbuje wywierać Polska. Jak daleko może się posunąć litewski rząd pozostaje kwestią otwartą, może to jednak zachęcić AWPL – ZchR, już wcześniej znaną z ciągot do walki o głosy rosyjskich wyborców do dalszego zacieśnienia współpracy z Rosjanami. Podsumowując, chciałbym dodać, że do rozgrywki pomiędzy Warszawą i Wilnem o losy polskiej mniejszości narodowej na Litwie w dowolnej chwili może dołączyć trzeci gracz, któremu najbardziej zależy, aby polsko-litewskie problemy jak najdłużej pozostawały nierozwiązane.

Witold Janczys