201611.21
Kategoria Publikacje

Aux armes, citoyens!


Tomasz Bajerowski

Tomasz J. Bajerowski

Co by było, gdyby Polacy mieli w domach 100 000 sztuk broni palnej?

Ano nic – to jest tyle, ile co najmniej aktualnie mają.

I co się dzieje? Masowe strzelaniny? Sąsiad do sąsiada strzela co weekend? Nic.

Od jakiegoś czasu toczy się coraz bardziej merytoryczna dyskusja nad upowszechnieniem czy raczej poszerzeniem dostępu do broni użytkownikom cywilnym. Środowiska strzeleckie, od dawna przekonane o takiej potrzebie, zyskały zwolenników nawet wśród niektórych polityków. Co prawda, politycy-funkcjonariusze Unii Europejskiej zaktywizowali się w działaniach dokładnie odwrotnych, to jednak problem staje się coraz bardziej aktualny.

Obserwuje się w związku z tym zwiększone zainteresowanie zwykłych obywateli możliwością legalnego wejścia w posiadanie broni palnej, co podyktowane jest, zdaniem wielu komentatorów, właśnie poczuciem zwiększonego i coraz bardziej realnego zagrożenia wynikającego i z takich zdarzeń, jak zamachy w Paryżu, i działaniami wojennymi na obszarze Ukrainy, i rosnącym w siłę Państwem Islamskim.

Powstaje więc pytanie, czy zwiększony stopień uzbrojenia użytkowników cywilnych może w jakiś istotny sposób zwiększyć możliwości obronne państwa i jakie są one obecnie, rozpatrywane w tym kontekście? Ilu jest w Polsce obywateli, którzy mają prawo posiadać broń palną? Ilu z nich potrafi tę broń obsługiwać w realnych sytuacjach? Jak bardzo użytkownicy cywilni są przygotowani do praktycznego użycia broni palnej?

Według przestarzałych już nieco danych, jakie można znaleźć na stronach Komendy Głównej Policji, w roku 2014, broń przeznaczoną do tzw. ochrony osobistej posiadały 62 693 osoby, do celów sportowych 14 894 osoby, a razem, wliczając w to myśliwych i innych – 197 595 osób. Broni jako takiej pozostawało w rękach cywilnych wówczas znacznie więcej, bo 381 588 sztuk, co wynika z faktu, że zwłaszcza myśliwi i sportowcy, z reguły posiadają więcej niż jedną sztukę broni. Nie w liczbie broni jednak rzecz a w osobach, które ją posiadają. Nie jest też w tym momencie istotne, jak bardzo te dane są aktualne na dziś, chodzi o proporcje i skalę zjawiska.

Jaki powinien być ten odsetek, aby można było uznać, że uzbrojeni cywile stanowią liczącą się siłę składającą się na potencjał obronny Kraju? Tego nikt tak naprawdę nie wie.

Oczywiście z militarnego punktu widzenia, armia uzbrojonych cywilów to współcześnie nie jest istotny zasób. Armie nowoczesne są obecnie na takim poziomie techniki, że zbieranina cywilów może być zaniedbywalna, z wyjątkiem sytuacji gdy okaże się, że prowadzone działania wojenne mają charakter wojny asymetrycznej. Działania wojenne na terytorium Ukrainy wyraźnie to wskazują. Również funkcjonowanie Państwa Islamskiego, w znacznym stopniu bazuje jednak na siłach zbliżonych organizacyjnie. Trzeba sobie jednak wyraźnie powiedzieć, że z czysto militarnego punktu widzenia uzbrojeni cywile nie stanowią istotnej siły do momentu rozpoczęcia działań nieregularnych. Umiejętność strzelania nie jest na współczesnej wojnie umiejętnością wiodącą. Do czego zatem mogą się przydać uzbrojeni cywile?

Właśnie do wojny asymetrycznej, kiedy armia regularna nie jest w stanie bronić każdego domostwa oraz, i to najistotniejszy argument, w przypadku wojny-walki z terroryzmem (to też jest przecież odmiana wojny asymetrycznej).

attb

Source: flickr.com by overdrive_cz, CC BY-SA 2.0

Na tzw. polskim rynku cywilnym jest w tej chwili około 300-400 osób potrafiących praktycznie korzystać z broni, którą posiadają, „Praktycznie” w tym rozumieniu, że potrafiliby odpowiednio skutecznie zareagować z punktu widzenia umiejętności strzeleckich. Są to strzelcy sportowi uprawiający tak zwane strzelectwo praktyczne (dynamiczne, bojowe). Niech nie myli określenie tych strzelców mianem sportowych. To nie są zawodnicy, którzy oddają kilka czy kilkanaście strzałów w bezruchu do tarczy oddalonej o kilkanaście metrów (albo i 25) w czasie kilku minut, z bronią gotową do strzału w ręku… Oni strzelają dynamicznie i sytuacyjnie. Tak wyszkolonych strzelców, aktywnie uprawiających swoje hobby-sport, jest jak wspomniałem w Polsce ok. 400.

Mamy również w naszym kraju ponad 62 tysiące osób wyposażonych w broń do ochrony osobistej. Tylko ile z nich potrafi rzeczywiście tej broni użyć chociażby w sensie strzeleckich umiejętności obronnych, a w takim celu policja im te uprawnienia nadała? Kupując broń na rynku wtórnym, jeśli była ona w ręku posiadacza zezwolenia na broń do ochrony osobistej, z reguły kupujemy broń nieużywaną, w stanie fabrycznie nowym. To oznacza, że mało który z takich użytkowników regularnie trenuje i mało który w ogóle z tej broni strzela – czyli, mamy 62 tysiące ludzi z bronią, z której w zdecydowanej większości nie potrafią strzelać. Z tego punktu widzenia, poszerzenie dostępu do broni staje się swego rodzaju koniecznością proobronną, a nie kategorią do rozważań.

Podsumowując. Nie chodzi o nieograniczony, powszechny dostęp do broni palnej, a o poszerzony w tym rozumieniu, że normalny. Bez zbędnego udowadniania, że jest się wybitnym, osiągającym wciąż sukcesy sportowcem albo, że właściwie nas zabito i chcemy w następstwie mieć broń do ochrony osobistej.

Jeśli normalny, przeciętny obywatel chce posiadać broń palną, chce ponosić odpowiedzialność związaną z faktem jej posiadania, jest zdrowy, nie ma kryminalnej przeszłości, potrafi się bronią posłużyć (czyli przeszedł odpowiednie przeszkolenie i zdał egzamin praktyczny), zna przepisy – to powinien otrzymać pozwolenie, a chcąc je utrzymać powinien poddawać się realistycznym testom strzeleckim  raz na rok. Broni nie powinny  posiadać osoby, które nie potrafią się nią posługiwać w warunkach symulujących warunki realne. Pozwolenie na broń, to nie wyróżnienie. To normalny dostęp ze wszystkimi z tego wynikającymi konsekwencjami, miedzy innymi takimi, że posiadacz nie wda  się w jakąś burdę słowną z kimkolwiek i nie wykrzyknie mu, że go zastrzeli, bo mu ten ktoś zajechał drogę. Rozsądek i odpowiedzialność i nic ponad. A zatem:

1. Poszerzony dostęp do broni nie zwiększy bezpośrednio obronności naszego państwa bez systemu szkolenia i testowania umiejętności użytkowników.
2. Strzelanie w klasycznej wojnie nie na wiele się zda, ale w asymetrycznej – tak.
3. W walce z terroryzmem – posiadanie broni przez osoby cywilne może być bardzo przydatne, ale użytkownicy też muszą być odpowiednio przygotowani i pod względem technik strzeleckich i mentalnie.

Antyterroryzm obywatelski – idea organizacji.

Jak zatem zorganizować cywilnych użytkowników broni w sprawny system zasobów antyterrorystycznych?

Na potrzeby takiego systemu, bardzo interesujący są właśnie ci, którzy posiadając broń palną dla celów hobbystycznych lub sportowych, z takich, czy innych względów stale podnoszą swoje umiejętności strzeleckie i są uprofilowani propaństwowo. To oni, w pierwszym rzędzie, mogą zasilić coś, co nazywane jest cywilnym zasobem AT.

Analiza ostatnich, większych zamachów terrorystycznych przeprowadzonych w Europie wskazuje, że konieczne jest wypracowanie organizacji systemu wspomagania profesjonalnych pododdziałów AT z wykorzystaniem zasobów cywilnych. W wielu wypadkach, zanim na miejsce zamachu dotrą siły profesjonalne, odpowiednio przeszkoleni i motywowani cywile mogliby już podjąć działania wspomagające. Elementami takiego systemu, powinny być zatem starannie wyselekcjonowane osoby cywilne, które z racji dobrze i „profesjonalnie” pojmowanego hobby posiadają niezbędne umiejętności i kwalifikacje.

Co to oznacza bezpośrednio?

Przede wszystkim powinny być włączone w dobrze działający system informacyjny, czyli być wyposażone w komunikatory, za pomocą których, jeśliby się zdarzyło, że ktoś z nich byłby jedną z pierwszych osób na miejscu zamachu terrorystycznego, to za pomocą tego komunikatora  mógłby przekazać wiarygodne informacje do „centrum zarządzania kryzysowego”, mógłby podać na tyle szczegółowe informacje, na ile mógłby je zebrać, co już w znacznym stopniu usprawniłoby zapewne proces przygotowywania  się do akcji pododdziału AT.

Jednocześnie ów system informacyjny, powinien namierzać wszystkich innych członków takiego zasobu (w rozumieniu lokalizacji GPS), którzy znajdują się w tym samym czasie w pobliżu i przekazać im informację o tym, co się stało oraz podać lokalizacje wszystkich pozostałych członków zasobu przebywających w strefie zdarzenia. Te same informacje muszą, z oczywistych względów, być dostępne w czasie rzeczywistym dla „centrum zarządzania kryzysowego”.

Wspomniane komunikatory powinny być stałym wyposażeniem członków cywilnego zasobu AT i być noszone przez nich wówczas, gdy uzbrojeni (lub, ze względu na wartość wczesnego rozpoznania, nawet nieuzbrojeni) udają się w miejsca publiczne. W momencie wkraczania pododdziału AT do akcji, członkowie cywilnego zasobu AT powinni dostać dyspozycje jak mają się zachować i co robić. Członkowie zasobu wcale nie muszą brać udziału w bezpośredniej eliminacji zamachowców, wystarczy, że zwiążą ich w walce lub podejmując działania w ogóle zniechęcą.

Może się okazać, że w konkretnym przypadku, wśród członków zasobu na danym obiekcie znajdzie się ktoś, kto ma doświadczenie zawodowe w podobnych zdarzeniach – były członek AT, były członek zespołu realizacyjnego CBŚ itp. – jego wiedza i doświadczenie może się okazać nie do przecenienia i bardzo akcję neutralizacji zamachowców usprawnić. Informacje o takich kwalifikacjach powinny być zatem też przypisane do komunikatorów, tak żeby „centrum zarządzania kryzysowego” od razu wiedziało jakie zasoby ma na miejscu zdarzenia.

Mając tak zmotywowanych, wyszkolonych cywilów nie musielibyśmy rozbudowywać szeregów służb.

Co w pierwszym rzędzie byłoby niezbędne, aby taki cywilny zasób AT zorganizować? Edukacja, motywacja, szkolenie…

System szkolenia. Mamy Ochotniczą Straż Pożarną, mamy Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, mamy GOPR, TOPR, mamy wciąż szkolących się wolontariuszy medycznych, czemu nie mielibyśmy mieć pierwszej pomocy antyterrorystycznej? Powstaje pytanie, czy zagrożenia terrorystyczne są obecnie w Polsce tak duże, że wymagają aż takich lub podobnych przedsięwzięć? Zdarzenia terrorystyczne są przecież w naszym doświadczeniu rzadkie, a w Polsce ich w zasadzie nie było.

Czy to oznacza, że powinniśmy takich działań nie podejmować?

Wypadki komunikacyjne zdarzają się codziennie, codziennie ludzie potrzebują  pierwszej pomocy.

Zadajmy sobie pytanie – w ilu przypadkach byliśmy pierwszymi, którzy znaleźli się na miejscu świeżego wypadku samochodowego i musieliśmy podjąć akcję ratunkową? A zdarzają się codziennie.

Dlatego z tego i podobnych powodów uczymy się udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej i fakt, że nie trafiliśmy dotąd na miejsce wypadku jako pierwsi wcale nie znaczy, że ten system szkolenia nie jest potrzebny, bo wypadki nie zdarzają się w naszym doświadczeniu. W doświadczeniu innych się zdarzają, więc trzeba to brać pod uwagę.

Tomasz J. Bajerowski

Komentarze