201609.27
Kategoria Publikacje

Zbrojeniówka też potrzebuje strategii


Artur-Obrzut1

Grzegorz Artur Obrzut

„- Przepraszam – łagodnie powiedział nieznajomy – po to, żeby czymś kierować, trzeba bądź co bądź mieć dokładny plan, obejmujący jakiś możliwie przyzwoity okres czasu. Pozwoli więc pan, że go zapytam, jak człowiek może czymkolwiek kierować, skoro pozbawiony jest nie tylko możliwości planowania na choćby śmiesznie krótki czas, no, powiedzmy, na tysiąc lat, ale nie może ponadto ręczyć za to, co się z nim samym stanie następnego dnia?”

„Mistrz i Małgorzata” Michaił Bułhakow.

Jak ma się nasze motto do przemysłu zbrojeniowego? Otóż – po pierwsze, zbrojeniówka, podobnie jak wiele innych elementów strategicznych dla istnienia państwa[1] – potrzebuje planu obliczonego nie na kadencję, nawet nie na dwie ale na o wiele dłużej. Po drugie, taki plan musi być akceptowany ponad zwykłymi politycznymi podziałami i skrupulatnie realizowany, niezależnie od aktualnie rządzącej opcji.

Nie mam tu na myśli planów w rodzaju – „skonsolidujemy wszystko, to wtedy nasz przemysł będzie silny i da sobie radę”, ani – „konsolidacja nie wyszła, wsadźmy tam naszych i cofnijmy wszystko”. Nawet jeżeli skłonni byli byśmy uznać to za plany, to o efektach decyduje konsekwencja w ich realizacji.

Strategię dla zbrojeniówki trzeba gruntownie przemyśleć, mając na względzie elementy podstawowe dla państwa. Elementami podstawowymi dla państwa są:

  • zapewnienie polskim żołnierzom sprzętu najwyższej klasy, dostosowanego do wyzwań przyszłego pola walki , a tym samym zwiększenie ich szans w potencjalnym konflikcie, oraz,
  • zwiększanie potencjału eksportowego przez tworzenie produktów oczekiwanych na innych rynkach zbytu.

Eksport powinien finansować rozwój nowych technologii oraz produkcję na potrzeby rynku wewnętrznego.

Jak uważny czytelnik zauważy, powstanie takiej strategii wymaga zatem, oprócz consensusu różnych formacji politycznych , także wiedzy i przewidywania. Trzeba się dowiedzieć – jak będzie wyglądało przyszłe pole walki za rok, pięć lat, dziesięć i dalej, a także trzeba poznać oczekiwania potencjalnych rynków eksportowych, w tej dziedzinie również stosując projekcje przyszłości. Dowiedzieć się co jest na „deskach kreślarskich” konkurencji, jakie plany mają sojusznicy, jaki będzie kierunek zmian technologicznych u przeciwników. Jest to oczywiście zadanie dla służb wywiadowczych wspartych przez ekspertów z danej dziedziny.

zbr

www.flickr.com by Sivi Steys, CC BY 2.0

Żeby przewidzieć wymagania naszego przyszłego pola walki trzeba się zastanowić jakie zadania powinny realizować siły zbrojne. Potrzebna jest długofalowa doktryna militarna Polski określająca potencjalne zagrożenia i sposób reagowania na nie. Jeśli przewidujemy, że Polska może stać się obiektem ataku to trzeba się zastanowić jak taki atak może przebiegać, z jakiego kierunku, jakimi środkami  i co należy zrobić, żeby mu zapobiec. Trzeba ustalić hierarchię zagrożeń – i zgodnie z nią zaproponować wprowadzanie odpowiedniego sprzętu oraz odpowiednich umiejętności wśród żołnierzy.

Jeśli grozi nam inwazja tysięcy czołgów nieprzyjaciela to należy pracować nad nasyceniem pola walki pociskami kierowanymi i samonaprowadzającymi, jeśli największym zagrożeniem jest naruszanie naszej przestrzeni powietrznej przez statki powietrzne to powinniśmy inwestować w stacje radarowe, środki eliminacji zagłuszania, pociski ziemia powietrze i inne elementy obrony przeciwlotniczej. Oczywiście, nadawanie priorytetów nie oznacza, ze będzie się wspierało tylko jeden rodzaj produkcji kosztem wszystkich innych ale że będzie się je realizowało w miarę potrzeb i możliwości z naciskiem kładzionym na rzeczy najpilniejsze w pierwszej kolejności.

Jako że nie jesteśmy krajem niezwykle bogatym nie możemy produkować absolutnie wszystkiego. Dużą część naszych potrzeb militarnych zapewniać będą zakupy importowe. Zaryzykowałbym nawet pogląd, że będzie to większość sprzętu. Jednocześnie w dziedzinach które mogą stać się naszym znakiem firmowym powinniśmy inwestować w badania i rozwój aby utrzymać w nich przodownictwo. Nowo powstałe dziedziny są szansą na przeskoczenie pewnego etapu technologicznego, ponieważ nie potrzebują lat doświadczeń i bazy technologicznej. Właśnie powstają, więc można być w czołówce. O ile trudno mi założyć że nagle udałoby się stworzyć silny i innowacyjny przemysł produkujący samoloty odrzutowe najnowszych generacji to jednak wierzę w możliwości w dziedzinie IT, nanotechnologii, laserów  czy też techniki radarowej.

Doktryna obronna Polski powinna być opracowana przez specjalistów z różnych dziedzin. W jej powstaniu powinni mieć udział politycy, żołnierze, urzędnicy, przedsiębiorcy i naukowcy. Doktryna ta nie powinna jednak w żadnym razie być przedmiotem dyskusji publicznej a wnioski z niej wynikające dla przemysłu powinny również być dyskutowane w wąskim gronie specjalistów. Już widzę w tym miejscu uśmiech wielu znajomych – politycy i tajemnica? No cóż, wiem, ze nie będzie łatwo.

Nie będę tutaj odgadywał jakie punkty zawierać będzie taka doktryna, mogę jednak jako praktyk wymienić trochę działań, które można podjąć wcześniej – nawet zanim taka doktryna powstanie. Wskazuję tu jedynie niektóre działania, które można podjąć już, nie czekając na plany strategiczne. Potrzebne jest:

1. Stworzenie i utrzymanie ośrodków badawczo-rozwojowych klasy światowej. Jest to zadanie na wiele lat. Powinny rekrutować najlepszych studentów i być polem powstawania nieskrępowanych idei i miejscem prowadzenia wielu badań. Ośrodki takie powinny być tworzone przez firmy oraz placówki naukowe. Wspierajmy powstawanie prywatnych ośrodków badawczych, choćby przez atrakcyjne ulgi podatkowe i ułatwienia księgowe. To posłuży wszystkim. Premiujmy zatrudnianie studentów i absolwentów w takich ośrodkach – wniosą zapał i nieortodoksyjne podejście i jednocześnie znajdą szansę na rozwój zawodowy. Warto spojrzeć jak robią to inni, na przykład Szwedzi, którzy od lat są w czołówce innowacyjnej, wydając około 3,6% PKB na działalność badawczo-rozwojową (2009)[2]. Warto zaznaczyć, że około 25% tej kwoty to działalność niezależnych placówek naukowych przy szkołach wyższych. Konsekwentne wsparcie kolejnych rządów dla takich działań to podstawa powstania w dalszej perspektywie innowacyjnych produktów.

2. Rzetelna innowacyjność. Powstanie modelu prototypu w celu wykazania się jakąkolwiek aktywnością to za mało. Produkt musi być „kupiony” i wdrożony przez przemysł, inaczej jest jedynie sposobem na życie z „grantów”. Znam niestety wiele przykładów produktów, które są na papierze, odwiedzają wszystkie targi i wystawy – tylko…nie można ich kupić. Promujmy produkt a nie instytucję. Kuriozalne sytuacje, kiedy ktoś „opracowuje” produkt kupiony za granicą w normalnej sprzedaży (sic!) i otrzymuje na to gigantyczne wsparcie materialne albo jest jednocześnie instytucją badawczo-opiniującą w przetargach i startuje w nich z własną produkcją powinny być stanowczo tępione, niezależnie czy w nazwie jest słowo „Instytut” czy nie.

3. Przemodelowanie systemu zamówień publicznych dla wojska. Konieczność rozliczenia budżetu przed 21 grudnia (bo tak jest w praktyce) powoduje, że w listopadzie wojsko na gwałt szuka sposobu na wydanie pozostałych pieniędzy, bo inaczej w roku następnym budżet zostanie zmniejszony o niewydaną kwotę. Dochodzi do kuriozalnych zakupów na zasadzie –„ wezmę co macie, byleby się to dało jakoś szybko opracować w przetargu”. W efekcie wojsko kupuje rzeczy, które niekoniecznie są priorytetem. Jest kilka sposobów zmiany tego zjawiska, najprostszym jest stosowanie dłuższego niż roczny okresu rozliczania środków, budżety zadaniowe, w których środki przeznaczone na projekt wieloletni traktuje się jako wydane, nawet jeśli jeszcze nie dokonano płatności na rzecz producenta. Wprowadzenie strategii długofalowej może pomóc także w planowaniu dystrybucji środków finansowych z wyprzedzeniem.

Ten temat aż się prosi o rozwinięcie, bo cały system zamówień publicznych wymaga przemodelowania, ale pozostawmy to na inną okazję.

4. Wykażmy się pragmatyzmem również w dziedzinie zatrudnienia. Ustawa kominowa nie pomaga w niczym a bardzo szkodzi. Wybitni specjaliści pracują dla firm zagranicznych, bo tamte oferują im lepsze warunki. W dodatku, każda kolejna ekipa polityczna u sterów władzy funduje nam festiwal zmian personalnych na kluczowych stanowiskach w państwowych firmach zbrojeniowych. Ja nawet jestem w stanie się zgodzić (z trudem) ze stwierdzeniem, że w związku ze znaczeniem strategicznym takich przedsiębiorstw, rząd musi mieć nad nimi kontrolę. Dobrze, rozumiem, można wymienić Prezesa i zadbać o odpowiednie obsadzenie Rad Nadzorczych. Ale po pierwsze, oprócz klucza „swój/obcy” stosujmy kryteria kompetencyjne oraz – zachowujmy kadry średnie. Nie możemy tracić doświadczenia, know how i kontaktów wraz z każdą zmianą rządu. Niestety, normalna praktyka jest taka, że nowo mianowany Zarząd w krótkim czasie obsadza stanowiska według własnego klucza. Tak jest za każdym razem i niezależnie od opcji politycznej.

5. Wsparcie eksportu instrumentami dyplomatycznymi, finansowymi i administracyjnymi. Po pierwsze – spróbujmy wysyłać na placówki dyplomatyczne przedstawicieli handlowych (jakkolwiek ich nazwiemy) gruntownie przeszkolonych w tematyce. Niech to będzie attaché wojskowy – to żaden wstyd; najwięksi eksporterzy uzbrojenia szkolą swoich attaché do aktywnej promocji przemysłu. W tej mierze uczmy się od Izraela, Stanów Zjednoczonych i innych. Po drugie, wprowadzajmy jak najwięcej polskich produktów na listy uzbrojenia NATO. Po trzecie – likwidujmy bariery administracyjne. Przykład: nie możemy wysłać próbek naszych produktów do testów za granicą jeśli zamawiający jest na przykład dyrektorem lokalnej fabryki. Dlaczego? Bo potrzebujemy Świadectwa Końcowego Użytkownika, potwierdzonego przez naszą placówkę dyplomatyczną a wspomniany dyrektor nie ma czasu ani ochoty na podróże do stolicy (często bardzo odległej) i załatwianie spraw w ministerstwie i w ambasadzie. Inni oferenci jakoś sobie z tym dają radę i rozmaite międzynarodowe przepisy w dziedzinie kontroli eksportu uzbrojenia im nie przeszkadzają. Po trzecie – czasem opłaci się dofinansować klienta, żeby uzyskać powtarzalność zamówienia, ciągłość produkcji, dostawy części zamiennych, obsługę serwisową sprzedanego sprzętu i tym podobne. O szczegółach z przyczyn oczywistych nie napiszę, ale wielokrotnie zdarzało się, ze nie zawarto kontraktu z tej przyczyny, ze ktoś uznał zysk za zbyt niski (mimo że taki nie był) albo dlatego, że nie było dostępnego kredytu rządowego. Chinom się bardzo opłaca, nam nie?

Wreszcie – wspomniana powyżej współpraca służb wywiadowczych w dziedzinie pozyskiwania informacji. Rozumiem, ze pakiet zadań jakie musi realizować wywiad jest obszerny a środki niestety skromne. W tej dziedzinie na pewno wypowiedzą się praktycy, ja natomiast sugeruję nieśmiało, że potencjał obronny państwa jest jednym z kluczowych elementów dla istnienia tego państwa i wobec tego współpraca w tej dziedzinie byłaby nad wyraz wskazana.

6. Współpraca przemysłu i wojska w dziedzinie badań i rozwoju. W ostatnich latach dało się raczej obserwować tendencje odwrotne. Ze względu na obawy przed zjawiskami korupcyjnymi ograniczano kontakty co powodowało sytuacje wręcz kuriozalne, kiedy odwiedzający MSPO żołnierze uciekali na widok przedstawiciela firmy, na której stoisku byli. Krążyła bowiem wiadomość, że po terenach targowych chodzi w przebraniu pełnomocnik ministra do spraw korupcji. Śmieszne? Nie bardzo. Stworzenie naprawdę dobrych produktów wymaga interakcji z przyszłymi użytkownikami. Nikt sobie nie wyobraża chyba zakazu organizowania jazd próbnych dla klientów przemysłu motoryzacyjnego. A w dziedzinie, w której stawką może być przetrwanie całego narodu – tworzy się bzdurne przepisy na podstawie fobii.

Współpraca wojska i przemysłu jest istotna także w kwestii eksportu. Wielokrotnie w mojej karierze pytano mnie czy dany produkt jest wprowadzony do użytku w naszym wojsku. Jest to bardzo często argument na rzecz sprzedaży.

7. I na zakończenie kamyk do ogródka przedsiębiorców, żeby nikt nie powiedział, że nie widzę „belki we własnym oku”. Przedsiębiorcom przydałoby się więcej wiedzy o potencjalnym kliencie, oraz kompetencji przedstawicieli. Jeśli Prezes firmy nie mówi po angielsku (lub w innym akceptowanym języku w kraju zainteresowania) to może na targi powinien pojechać ktoś, kto mówi? Jeśli przedstawiciel firmy nie potrafi opowiedzieć o jej produktach, to może powinien tam pojechać ktoś inny? Ostrożnie z obietnicami – niespełnione zamykają drzwi na długo. Nie tylko warto – TRZEBA wiedzieć, jak się zachować w innych kręgach kulturowych – niewiedza kosztuje bardzo dużo. Tego można się nauczyć – tu polecam nasze szkolenia, no bo czyjeż miałbym polecać ?

Grzegorz Artur Obrzut

Przypisy:

[1] Polecam w tym temacie tekst Jacka Raubo „Polska potrzebuje Strategicznego Programu Modernizacji Wywiadowczej [OPINIA]” http://www.defence24.pl/450467,polska-potrzebuje-strategicznego-programu-modernizacji-wywiadowczej-opinia
[2] http://www.vinnova.se/en/About-Vinnova/Vinnova-and-the-outside-world/Swedens-innovation-system/