201612.08
Kategoria Biblioteka szpiega

„Martwe skrzynki”


piotr_niemczyk1

Piotr Niemczyk

Podobno coraz więcej klientów – z obawy o naruszenie swojej prywatności i tajemnicy korespondencji – pyta w supermarketach i sklepach z wyposażeniem wnętrz lub materiałami budowlanymi o martwe skrzynki.

Wyjaśniam: martwej skrzynki nie da się kupić w supermarkecie. Ale o tym jak i gdzie może być ulokowana i obsługiwana można przeczytać u przynajmniej kilkunastu autorów powieści szpiegowskich.

Martwe skrzynki to chyba najbardziej rozpowszechniony sposób na przekazywanie przedmiotów, których nie chce się, lub nie da się wysłać przy pomocy sieci telekomunikacyjnych. Jakichś części, rolek z taśmą światłoczułą czy nośników elektronicznych. Zwykle stosowane są do obsługi agentów działających w terenie. Najprościej logikę działania martwych skrzynek wyjaśnia Tom Clancy:

„Skrzynką kontaktową może być jakikolwiek przedmiot, wyglądający jak zwykły kamień, czy coś innego powszedniego i nieszkodliwego, z wydrążonym środkiem, gdzie mieści się to, co ma być przekazane. W Moskwie stosowano szczególnie cegły, gdyż przede wszystkim z nich zbudowane było miasto, a na skutek powszechnie słabego wykonawstwa wiele trzymało się luźno. Rodzajów takich przedmiotów-skrzynek kontaktowych było nieskończenie wiele.”[1]

Rodzaje martwych skrzynek

Zdaniem Wiktora Suworowa, który sporo miejsca poświęca martwym skrzynkom, ich obsługa to ważny element pracy zatrudnionych w rezydenturze, szczególnie początkujących oficerów, albo osób pełniących funkcje pomocnicze:

„Umieściłem jakąś paczkę w skrytce, (…) nocą odbierałem w lesie jakieś skrzynki i dostarczałem je do ambasady.” [2]

Pisarz dalej wyjaśnia jakie kryteria musi spełniać dobry schowek i jak należy go obsługiwać:

akwarium1a„Jadę zakopać go w górach, w skrytce której szukałem przez sześć dni. Ktoś komuś kiedyś przekaże szczegółowy plan i współrzędne wskazujące miejsce kryjówki. Adresat zawsze dostaje opis skrytki dopiero po tym, jak materiał został w nim umieszczony: nawet gdyby chciał nas zdradzić, nie zdoła tego uczynić. Otrzyma opis i pospieszy w umówione miejsce, ale mnie już tam nie zastanie. Dzięki temu ani ja, ani moja dyplomatyczna rezydentura, ani radziecki wywiad wojskowy, ani cały Związek Radziecki – nie będziemy mieli z tym nic wspólnego. (…)

Skrytka to miejsce, które bez trudu odszuka osoba wtajemniczona, którego za nic nie powinien znaleźć człowiek postronny. Skrytka to miejsce, gdzie nasz towar nie może zostać przypadkowo odkryty.

Moja skrytka spełnia te wymagania pod każdym względem. Znajduje się z dala od ludzi, w górach, w rozpadlinie. Strzegą jej nieprzebyte chaszcze kolczastych krzaków. Turyści tu nie chodzą, nie bawią się ciekawskie dzieci, budowy tu też nie będzie. Mojej skrytce nie grożą tąpnięcia ani powodzie. A znaleźć ją jest bardzo prosto. Jeżeli wiesz jak. Oto linia wysokiego napięcia, rozciągnięta na potężnych metalowych słupach. Od słupa nr 042 należy iść w stronę słupa nr 041, po czym w miejscu, gdzie przewody zwisają najniżej skręcić w lewo. Teraz trzeba oddalić się trzydzieści metrów w kierunku prostopadłym od kabli. (…) W krzakach jest sterta głazów, obok śladów dawnego ogniska. Stąd dziesięć kroków na prawo. Wciskamy się w skalną szczelinę. Oto kupa kamieni. To jest właśnie skrytka. Niezbyt sympatyczne miejsce. Wilgoć, półmrok, kolczaste zarośla. Ostatnim razem nawrzucałem do rozpadliny najróżniejszych śmieci, które znalazłem w pobliżu: zardzewiałą puszkę, butelkę, jakieś druty. Żeby nikomu nie wpadło do głowy rozłożyć się tu na piknik. (…)

Proponowałem też, żeby schwytać jakiegoś bezdomnego kota, przynieść tu i złożyć go w ofierze interesom światowego proletariatu. Jego szczątki odpędziłyby wszystkich myśliwych, turystów, zakochane pary szukające zacisznych kącików. Tej propozycji nie zatwierdzono. Pierwszy Zastępca rozkazał mi użyć płynu ZRG wariant 4. Niewielka buteleczka, ale woń utrzyma się długo. ZRG wariant 4 to smród spalonej gumy, zostanie tu wiele tygodni, odstręczając nieproszonych gości i gwarantując samotność odbiorcom mojej przesyłki.”[3]

Podsumowując, skrzynka powinna być w miejscu ogólnie dostępnym przez całą dobę. Ale zarazem takim w którym daje się coś łatwo ukryć, a wkładanie i wyjmowanie przedmiotów może odbywać się w sposób niezauważalny dla postronnych.

Takie jak opisana przez Suworowa martwe skrzynki na odludziu, w górach, to w powieściach szpiegowskich rzadkość. Autorzy powieści zwykle lokują miejsca do przekazywania kontenerów w publicznych toaletach, na cmentarzach i w kościołach, na klatkach schodowych i różnych ukrytych przejściach. Chętnie w miejscach, w których po podjęciu materiałów łatwo zniknąć w tłumie.

Toaleta

Najprostszy opis skrzynki funkcjonującej w publicznym szalecie znajdziemy u Martina Zelenay:

„Wysiadł, rozejrzał się i ruszył ku stacji. Nie było tam żadnego samochodu. Wszedł do toalety, kopertę przykleił pod umywalką i wyszedł. (…)

Kilka minut później na stację podjechał sedan wypożyczony na pobliskim lotnisku Dullesa poprzedniego wieczoru. Młody Arab, pracownik egipskich linii lotniczych, zatankował samochód i wszedł do toalety. Szarą kopertę schował pod koszulę, poprawił krawat, wsiadł do sedana i pojechał na lotnisko.”[4]

Tylko, że takie działanie jest tak proste, że aż nieprofesjonalne. Przynajmniej tak oceniliby to inni autorzy. Na przykład Henryk Bosak, który twierdzi, że wykorzystywanie martwej skrzynki, powinno być kontrolowane i zabezpieczane odpowiednimi sygnałami:

„W niedzielę wstał wcześniej niż zwykle i udał się do pobliskiego kościoła na mszę poranną. Wyszedł z kościoła w połowie nabożeństwa i przez dwie godziny sprawdzał, czy nie jest obserwowany. Doszedł w okolice dworca kolejowego. Tutaj odszukał toaletę i punktualnie o jedenastej przykleił swój pakuneczek do wewnętrznej ścianki zbiornika na wodę. Następnie wyszedł do znajdującej się w holu kabiny telefonicznej i wbił pod blatem pinezkę. Sygnalizowała ona łącznikowi centrali, że meldunek został umieszczony w martwej skrzynce. Następnie udał się do pizzerii i zjadł niedzielny obiad. Po godzinie wrócił na dworzec i sprawdził kabinę telefoniczną. Pinezki w niej nie było. A więc raport został przejęty. Nie wiedział kto był łącznikiem. Mógł się tylko domyślać, że przejeżdżał przez Monachium i opróżniał <martwą skrzynkę> w trakcie postoju pociągu na stacji.”[5]

Bardziej wyrafinowane postępowanie proponuje Wiktor Suworow. On też kładzie szczególny nacisk na bezpieczeństwo, ale także profesjonalne przygotowanie tzw. kontenerów:

„Koniuszki palców mam już nasmarowane kremem MMP, dzięki czemu nie zostawią odcisków. (…) W mojej kieszeni spoczywa zwyczajna porcelanowa rączka, taka jakie wiszą w toaletach na łańcuszku. (…) Tę rączkę wykonano w Instytucie Kamuflażu GRU. W środku jest pojemnik. Może zawierać opis skrytki, pieniądze, złoto, diabli wiedzą co. Nie wiem co jest w środku. Wiem tylko, że za siedem minut wyjdę do toalety i w przedostatniej kabinie zdejmę rączkę z łańcuszka, schowam do kieszeni, a na jej miejsce powieszę tę, którą mam ze sobą. Ktoś inny, kto właśnie w tej chwili patrzy na dworcowy zegar, wejdzie po mnie do tej samej kabiny, zdejmie rączkę z pojemnikiem, a na jej miejsce zawiesi zwyczajną. On zapewne też ściska ją teraz palcami wysmarowanymi kremem MMP. Wszystkie trzy rączki są identyczne. Nie odróżnisz. Instytut Kamuflażu trudzi się nie na darmo.”[6]

1dRównież Tom Clancy zwraca uwagę na profesjonalizm obsługiwania skrytki i pomysłowość jej przygotowania:

„<Martwa> skrzynka kontaktowa znajdowała się pod ostatnim pisuarem po lewej – niezłe miejsce, bo tego urynału nigdy nie sprawdzano ani nie czyszczono. Przymocowano tam stalową płytkę. Nawet gdyby ktoś ją zauważył, wyglądała całkiem niewinnie – wytłoczono na niej nazwę producenta oraz numer bez znaczenia. (…) David upuścił paczkę papierosów, a kiedy się schylił, by podnieść ją prawą ręką, lewą zgarnął ze skrytki pakiet z magnesem. Był fachowcem – jak zawodowy magik, który odwraca uwagę gestem jednej ręki, a drugą wykonuje sztuczkę.”[7]

Podobnie Francis Dubridge zwraca uwagę na to, że trzeba pamiętać o zasadach bezpieczeństwa. Przecież któryś z przypadkowych klientów mógłby podejrzeć zdarzenie:

„Szczęście mu sprzyjało – poza nim nie było nikogo w ustępie. Aby się upewnić, zajrzał do wszystkich trzech kabin. Były puste. Wszedł do środkowej i zamknął drzwi. Wskoczył na sedes i sięgnął ręką na pokrywę rezerwuaru. Namacał palcami małą paczkę. Ostrożnie ją wyciągnął, usiadł na sedesie i odwiązał sznurek.”[8]

Budka telefoniczna, klatka schodowa, przymierzalnia

Sporo mniej możliwości kamuflażu i bezpiecznego zachowania daje umieszczenie miejsca do schowania przesyłki w budce telefonicznej. Tak to widzi James Grady:

„Podbiegła do pobliskiej budki telefonicznej. (…) Na budce wisiał napis <Automat nieczynny>, ale dziewczyna mimo to weszła do środka. Zaczęła przeglądać książkę telefoniczną, a przynajmniej tak się zdawało Malcolmowi. Była odwrócona do niego tyłem, więc nie mógł być pewny.”[9]

Dużo bardziej przekonujące jest – jak u Roberta Ludluma – umieszczenie schowka w bramie:

„Wejście do budynku między sklepami jest niestrzeżone i otwarte przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Po prawej stronie zobaczy pan kaloryfer, przymocowany do ściany metalową klamrą. Między ścianą i kaloryferem jest wąska szpara. W szparze znajdzie pan drugi zestaw dokumentów.”[10]


John Le Carre
dodaje, że nie tylko wyposażenie klatki schodowej czy bramy pozwala wynaleźć miejsce na umieszczenie pakietu. Dobrym sposobem może być wyszukanie opuszczonego lokalu:

„Wyszła z biura i wsiadła do autobusu, nie taksówki. Potem piechotą przez jedno podwórze, drugie, aż znalazła zaniedbany blok, którego szukała, i uliczkę za nim. (…) Trzymała pocztówkę w ręku, reprodukcję Rembrandta z Ermitażu. <Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich>, podpis <Alina> i narysowane serce. (…) Nacisnęła dzwonek trzy razy i wsunęła pocztówkę pod drzwi.”[11]

Lokal zresztą nie musi być opuszczony na stałe. Może być tylko czasowo wolny, tak aby jego stały lokator nie miał kłopotów w razie przyłapania. Zdaniem Fredericka Forsytha odbiorcą przesyłki może być np. czasowy najemca. Wtedy nie trzeba szukać zaniedbanych budynków. Wręcz przeciwnie:

„O dziewiątej pięćdziesiąt pięć stanął przed drzwiami wysokiego eleganckiego budynku mieszkalnego na tyłach Great Portland Street, przy Marble Arch. Miał jeszcze pięć minut. Nie zdawał sobie sprawy, że z samochodu, który stał po przeciwnej stronie ulicy, ktoś go obserwuje. Polecono mu być punktualnie, pospacerował więc przez chwilę, zanim dokładnie o dziesiątej wrzucił grubą kopertę przez otwór na listy w drzwiach. Wewnątrz nie było portiera, nikt nie podniósł koperty z podłogi. Leżała na wycieraczce w holu. Młody Amerykanin zadowolony z tego, że wykonał wszystko według instrukcji, wrócił na Bayswater Road i łatwo złapał taksówkę na lotnisko Heathrow.

Zaledwie zniknął za rogiem, mężczyzna, który go obserwował, wysiadł z wozu, przeszedł przez jezdnię i otworzył drzwi. Od kilku tygodni mieszkał w tym domu, a w samochodzie siedział po to, by upewnić się, że posłaniec odpowiada otrzymanemu rysopisowi i że nikt go nie śledzi.”[12]

Sporą wadą przymierzalni w domach handlowych jest to, że są dostępne wyłącznie w czasie gdy pracują sklepy. Tom Clancy zdecydował się jednak na ryzyko, przez jakiś czas kontener był poza kontrolą:

„Ann wybrała bluzkę oraz spódnicę i poszła do przymierzalni w głębi sklepu. Weszła do tej samej co zawsze kabiny. (…) Przed nałożeniem nowego kompletu sięgnęła pod drewnianą ławeczkę, oderwała kasetę z mikrofilmem, poprzedniego wieczora przylepioną taśmą, i włożyła ją do torebki.”[13]

Recepcja, kawiarnia, budowa

Niektóre skrzynki trudno nazwać martwymi, chociaż pełnią identyczną rolę.

Na bardzo ryzykowny pomysł wpadł Tomasz Sekielski. Wręcz zrezygnował z pełnej anonimowości nadawcy i odbiorcy (na przykład zapamiętany może być ich wygląd). Proponuje wykorzystać recepcję hotelową, w której można zostawić komuś liścik. Tyle, że wtedy warto na wszelki wypadek zmienić dane personalne, na inne – wcześniej uzgodnione:

„- Dzień dobry. Miała tu na mnie czekać wiadomość. Nazywam się Waldek Darski. – Solski oparł się o pulpit i zerkał na blat, na którym leżało kilka faktur i kopert. Recepcjonista wziął te ostatnie i zaczął je przeglądać.
– Darski, tak?
– Tak.
– Rzeczywiście, mam dla pana kopertę. Proszę.”[14]

Podobną wadę, czyli to, że „nadanie” przesyłki dzieje się na oczach innych klientów mają kawiarnie. Nie są też czynne całą dobę, ale Tom Clancy uważa, że warto je brać pod uwagę, a i inni autorzy też z korzystają z lokali gastronomicznych:

„W odpowiednim czasie dostał dolewkę, które były tutaj bezpłatne. Wszystko razem zabrało mu zaledwie sześć minut, czyli tyle, ile potrzeba. Zebrał gazety i zostawił na stoliku parę monet. Kiedy odstawiał naczynia na kontuar, zmiął papierową serwetkę w kulkę i położył ją na talerzyku obok pustej filiżanki.

Jest sprawa – zorientowała się od razu Loomis. Butch wziął rachunek, podszedł do kasy, zapłacił i wyszedł. Dobrze to robi – przyznała w myślach agentka. Wiedziała, gdzie i jak zostawia informację, ale rzadko udało się jej zaobserwować samą czynność.

Wszedł następny stały klient. Był to kierowca taksówki, który zwykle wpadał na filiżankę kawy przed rozpoczęciem pracy. Usiadł przy końcu bufetu, otworzył gazetę na stronie z wiadomościami sportowymi i jak zawsze rozejrzał się po barze. Spostrzegł serwetkę na spodku. Nie miał takiej wprawy jak Butch. Oparł gazetę na kolanach, sięgną pod blat, zabrał wiadomość i wsunął ją w gazetę.”[15]

2eZa to sporo dyskrecji może dać ulokowanie schowka na jakiejś budowie. Oczywiście lepiej z niego nie korzystać w godzinach pracy. Zauważył to John Le Carre:

„Były dwa miejsca, w których zostawiali sobie wiadomości. Pierwsze niedaleko hotelu, na placu budowy.

– Widział pan kiedyś te ich bambusowe rusztowania? Niesamowite. Mogą mieć i dwadzieścia pięter. Chinole gonią po nich z prefabrykowanymi płytami betonu.

Skrzynka była w porzuconej rurze, wygodnie, bo na wysokości ramion. (…) Druga skrzynka była w kościele, <tam gdzie trzymają ulotki>, jak to określił.

– To była część starej szafy. Kiedy klęknęło się w ostatniej ławce i pomacało ręką, z tyłu była ruchoma deska, a za deską wnęka pełna śmieci i mysich kup. Fantastyczna skrzynka, lepszej nigdy nie miałem.”[16]

No właśnie. Miejscem często dostępnym o każdej porze może być kościół, albo świątynia innej religii.

Kościół i cmentarz, albo park lub las

Na to, że przy dobrze zaplanowanym punkcie nie trzeba wchodzić do środka kościoła, zwraca uwagę Tomasz Sekielski. Wystarczy znaleźć dobre miejsce w jego ogrodzonym otoczeniu:

„Zatrzymał się na drugim jej końcu przed małą drewnianą kaplicą. Ogrodzona była niskim płotem, przed wejściem stał krzyż, a tuż obok niewielka dzwonnica zbudowana na drewnianym rusztowaniu. Rokita otworzył furtkę i podszedł do krzyża. Ukląkł i rozejrzał się. Przez kilka minut udawał, że się modli, po czym znowu spojrzał na boki, by upewnić się, że nikogo nie ma w pobliżu. Wstał, podszedł do zawieszonej na froncie kaplicy przeszklonej tablicy z ogłoszeniami parafialnymi i uchylił ją delikatnie. W środku, zamaskowany deską, czekał na niego telefon. Szybkim ruchem schował go do kieszeni spodni.”[17]


John Le Carre
pozostaje jednak przy przekonaniu, że bezpieczniej jest w środku, i to pod warunkiem że znajdzie się tam dobrze ukryty schowek:

„Poszedł do kościoła, który zawsze stał otworem. Tu klęknął na chwilę w środkowej nawie kaplicy rodu Curtois z rodzinnym mauzoleum ku czci poległych w obu wojnach, prawie nigdy przez nikogo nieodwiedzanej. Krzyż na małym ołtarzu został wyrzeźbiony przez saperów pod Verdun. Nie wstając z klęczek, Jim ostrożnie obmacywał spód ławki, dopóki palce nie natrafiły na linię z kilku kawałków taśmy klejącej, a zaraz za nią na chłodny metal.”[18]

Równie dobrym, a może nawet lepszym od kościoła miejscem, nie mniej zapewniającym dyskrecję, bywają cmentarze. Właśnie w nekropolii swoją skrzynkę umieszcza Bogusław Wołoszański:

„Mosiężne litery informowały, że spoczywa tu rodzina Krugerów i prosiły przechodnia o modlitwę. Przyjrzał się uważnie tej pompatycznej konstrukcji, starając się odnaleźć miejsce, które Natalia wybrała na skrytkę do korespondencji. Pień drzewa przysłaniał część grobu i pomyślał, że tam właśnie musi znajdować się wazon, pod którym miał zostawiać listy.”[19]

Graham Greene zwraca uwagę, podobnie jak Francis Dubridge (który swoim bohaterom obsługującym skrytkę zaleca wszystko sprawdzać), że schowek powinien być nie tylko dobrze ukryty, ale także jego położenie musi zakładać jakieś naturalne alibi dla osoby z niego korzystającej. A po co chodzi się w nocy do lasu:

„Człowiek z samochodu musiał użyć latarki, by znaleźć dziuplę. Przez chwilę, gdy światło latarki ześlizgnęło się z pnia, Castle widział zarys dolnej połowy jego ciała – tłusty brzuch, rozpięty rozporek. Sprytnie pomyślane: mężczyzna zgromadził nawet odpowiednią ilość moczu.”[20]

Dworzec kolejowy

Dla Fredericka Forsytha najbardziej naturalnym miejscem do przekazania przesyłek są dworce kolejowe. Chociażby w samoobsługowych szafkach na bagaż. Tym bardziej że do schowków można dorabiać klucze, albo przekazywać kody do zamków numerycznych:

3b„Kazał się zawieźć na stację King’s Cross. Tam zostawił bagaż w schowku. Klucz otrzymał wcześniej. Oficer z radzieckiej ambasady prowadzący nielegałów miał w stolicy Wielkiej Brytanii kilka takich schowków. Duplikat klucza został wykonany dawno temu. Ze schowka Piotrowski wyjął zapieczętowaną paczkę, która dwa dni wcześniej przybyła do ambasady w bagażu dyplomatycznym.”[21]

Schowki na dworcach – według Henryka Bosaka – sprawdzają się nawet w sytuacjach zagrożenia. Wtedy kiedy występuje duże ryzyko, że odbiorca jest obserwowany. Mimo to, przy sporej kreatywności można odebrać przesyłkę, tak aby uniknąć złapania:

„Główna hala robiła normalne wrażenie. Rzadcy podróżni, jakaś grupa turystów Włochów i trochę młodzieży. Kostrzewa ujął kobiety pod rękę i spacerował z nimi po dworcu, szukając ukrytych kamer i pełnych koszy na śmieci. Kamery znalazł trzy. Były tam gdzie zawsze. Nowych nie odkrył.

Kwadrans przed dwudziestą trzecią zostawił obie panie przed skrytkami bagażowymi. Za kilka minut miał nadejść pociąg do Bazylei. Zbliżał się czas działania.

Zapalił papierosa i wszedł do toalety. Gdy zobaczył wjeżdżający pociąg, wyjął z kieszeni przygotowane jeszcze w przedstawicielstwie pudełko pełne samych główek zapałek i ostrożnie włożył do niego tlący się niedopałek papierosa. Wyszedł z toalety, gdy pasażerowie pociągu zaczęli zapełniać halę dworcową. Zrobił kilka kroków i niedostrzegalnym ruchem, upuścił pudełko do kosza pełnego śmieci. Teraz, nie oglądając się za siebie, szybkim krokiem zmierzał do pań. Był już prawie przy nich, gdy usłyszał za sobą trwożny, kobiecy okrzyk. – Le feu! Le feu!

Teraz dopiero się obejrzał. Z kosza na śmieci, do którego wrzucił swe pudełko, wydobywały się płomienie i gęsty dym.

– Zasłoń mnie, panna! – rzucił krótko do żony i włożył klucz do bagażowej skrytki.

Wyciągnął z niej znaną mu czarną, trochę przyniszczoną teczkę Mauersberga. Panika w hali się rozszerzała. Wywiadowca w towarzystwie obu kobiet skierował się szybko do wyjścia. W chwili gdy Kurzawa ruszał, na plac wjeżdżał wóz straży pożarnej.”[22]

Procedury

Najlepiej nawet zlokalizowana martwa skrzynka nie będzie funkcjonować prawidłowo, jeżeli jej obsługa nie będzie regulowana odpowiednimi procedurami.

Bogusław Wołoszański zwraca uwagę na to, że każde wkładanie czy wyjmowanie przesyłek musi być poprzedzone odpowiednim rozpoznaniem, a sam fakt otwierania skrytki możliwie najlepiej ukryty:

„W wielkiej hali dworca jak zwykle kłębił się tłum ludzi spieszących na perony i wychodzących stamtąd. (…) Achmerow szybko odnalazł ścianę podzieloną na równe prostokąty podręcznej przechowalni bagażu. Nie podszedł jednak bezpośrednio do drzwiczek z numerem osiemnastym, lecz zatoczył obszerny krąg. Sprawdził szybkim spojrzeniem, gdzie jest Sergo – stał oparty o kolumnę i przeglądał gazetę. Ich oczy spotkały się na moment, a nieznaczne skinienie głowy kierowcy upewniło go, że nie jest śledzony. Mimo to zwlekał z otwarciem skrytki. Poszedł do kiosku z kwiatami i kupił bukiet goździków. Zachowywał się jak mąż, który za chwilę miał powitać żonę wracającą z długiej podróży. Potem wyszedł na środek głównej hali dworca, aby porównać wskazania swojego zegarka i dworcowego zegara nad punktem informacyjnym. Znowu rozejrzał się, szukając Serga. Ten przeszedł już na drugą stronę, z której miał lepszy widok na ścianę ze skrytkami i wciąż bacznie obserwował otoczenie Achmerowa. Ponownie lekkim skinieniem głowy potwierdził, że nie dostrzega agentów FBI.

Achmerow ruszył w stronę skrytek, starając się wyliczyć kroki. Około dziesięciu metrów w lewo był okrągły kiosk z gazetami.

Wsunął kluczyk do zamka w drzwiczkach skrytki i otworzył je szybko. Włożył tam bukiet kwiatów, maskując w ten sposób wyjmowanie koperty. Zatrzasnął drzwiczki i poszedł szybko w stronę kiosku.”[23]

Pisarze nie zawsze są zgodni co do zasady, czy skrzynki powinny być kontrolowane regularnie, np. raz na tydzień, czy tylko na sygnał. Większość z nich nie zgadza się z Wiktorem Suworowem, że odbiorca opis skrytki dostaje już po umieszczeniu materiału. Skrytki dużo częściej obsługiwane są wielokrotnie. Ponieważ połączenie skrzynki z systemem sygnałów jest ciekawszym pomysłem, łatwiej znaleźć opisy przekazywania pakietów, i przekazanie o tym informacji przy pomocy odpowiedniego znaku. Tak jak u Jospeha Findera:

3d„Pojechałem do McDonalda około trzech kilometrów od siedziby Triona. Tamtejsza męska toaleta była niewielka – ot, jednoosobowa kabina z zamykanymi drzwiami. Zamknąłem je zatem, znalazłem pojemnik z papierowymi ręcznikami, otworzyłem, wsunąłem do środka zwiniętą kopertę i zatrzasnąłem pokrywę. Póki nie zabraknie ręczników, nikt nie otworzy pojemnika. (…)

Następnie kupiłem kanapkę McRoyal – nie żebym miał na nią ochotę, ale uczono mnie, że zawsze należy mieć przykrywkę. Półtora kilometra dalej był sklep spożywczy. Parking z przodu otaczał niski betonowy mur. Zaparkowałem samochód, wszedłem do środka, kupiłem dietetyczną pepsi. Wypiłem, ile zdołałem, resztę wylałem do kratki na parkingu. Do pustej puszki wrzuciłem ciężarek wędkarski (przechowywałem ich kilka w schowku na rękawiczki) i ustawiłem ją na murze. Puszka po pepsi stanowiła sygnał dla Meachama, który regularnie przejeżdżał koło sklepu. Oznaczała, że skorzystałem ze skrytki numer trzy w McDonaldzie.”[24]

Bardzo ważnym elementem procedur obsługi martwej skrzynki, jest potwierdzenie, czy przesyłka dotarła do miejsca przeznaczenia. W pierwszej kolejności trzeba sprawdzić, czy została zabrana. Jeżeli nie – trzeba ją zabrać, albo zniszczyć. Przypomina o tym Henryk Bosak:

„Udał się znów na dworzec. Musiał sprawdzić czy jego meldunek został przez kuriera zabrany. Opróżnienie martwej skrzynki miało się dokonać między jedenastą a dwunastą. Dochodziła trzynasta, a więc skrzynka powinna być już pusta. Wchodząc do hali dworcowej skierował się najpierw do budki telefonicznej. Z niepokojem odkrył, że jego pinezka była na swoim miejscu. Pospiesznie wszedł do restauracji i nie zamawiając niczego, udał się prosto do toalety. Kabina była wolna, a pakiecik znajdował się tam, gdzie go przykleił. Przez chwilę pomyślał, że kurier mógł się spóźnić, ale reguły łączności zobowiązywały go do zniszczenia meldunku.”[25]

Martwe skrzynki są tak stare jak szpiegostwo. Przez setki lat (a może nawet tysiące) wymyślano miejsca i zasady ich obsługi. Wydawałoby się, że w świecie wszechobecnej elektroniki, mogą być już niepotrzebne. Nic z tego. Posługują się nimi autorzy książek, których akcja dzieje się współcześnie. I nadal najczęściej typowanym miejscem jest tradycyjny, zapewniający elementarną dyskrecję i możliwość zachowania anonimowości… sracz.

Piotr Niemczyk


Przypisy

[1] Tom Clancy; „Kardynał z Kremla”; przekład Leszek Erenfeicht; Wydawnictwo Fabryka Sensacji; Warszawa 2011, str. 225;
[2] Wiktor Suworow, „Akwarium”, przekład Andrzej Mietkowski, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2007, str. 189;
[3] Wiktor Suworow, „Akwarium”, przekład Andrzej Mietkowski, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2007, str. 237-241;
[4] Martin Zelenay; „Tajny raport Millingtona”; przekład Marcin Osiowski; Wydawnictwo Znak; Kraków 2014, str. 352;
[5] Henryk Bosak; „Wnuk generała”; Wydawnictwo Jaworski; Warszawa 2000, str. 132;
[6] Wiktor Suworow, „Akwarium”, przekład Andrzej Mietkowski, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2007, str. 242
[7] Tom Clancy; „Zęby tygrysa”; przekład Paweł Martin; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2004; str. 10;
[8] Francis Dubridge; „Harry Brent”; przekład Kazimierz Piotrowski; Wydawnictwo Lectura; Kraków 1992, str. 152;
[9] James Grady; „Sześć dni Kondora”, przekład Stefan Wilkosz; Wydawnictwo Amber; Warszawa 1994, str. 119
[10] Robert Ludlum; „Zdrada Tristana”; przekład Jan Kraśko; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2004, str. 207;
[11] John Le Carre; „Russia House”; przekład Ewa Życieńska; Wydawnictwo Amber; Warszawa 1999, str. 89;
[12] Frederick Forsyth; „Negocjator”; przekład Krystyna Kwiatkowska; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2011, str. 237;
[13] Tom Clancy; „Kardynał z Kremla”; przekład Leszek Erenfeicht; Wydawnictwo Fabryka Sensacji; Warszawa 2011, str. 115;
[14] Tomasz Sekielski; „Obraz kontrolny”; Dom Wydawniczy Rebis; Poznań 2013, str. 169;
[15] Tom Clancy; „Kardynał z Kremla”; przekład Leszek Erenfeicht; Wydawnictwo Fabryka Sensacji; Warszawa 2011, str. 317;
[16] John Le Carre; „Szpieg”; przekład Jan Rybicki; Świat Książki; Warszawa 2011, str. 66;
[17] Tomasz Sekielski; „Obraz kontrolny”; Dom Wydawniczy Rebis; Poznań 2013, str. 286;
[18] John Le Carre; „Szpieg”; przekład Jan Rybicki; Świat Książki; Warszawa 2011, str. 292;
[19] Bogusław Wołoszański; „Twierdza szyfrów”; Wydawnictwo Wołoszański; Warszawa 2004, str. 107;
[20] Graham Greene; „Czynnik ludzki”; przekład Adam Pituła; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2015, str. 194;
[21] Frederick Forsyth; „Czwarty Protokół”; przekład Zbigniew Kościuk; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2011, str. 215;
[22] Henryk Bosak; „Rezydent z Genewy”; Wydawnictwo Jaworski; Warszawa 2002, str. 273;
[23] Bogusław Wołoszański; „Twierdza szyfrów”; Wydawnictwo Wołoszański; Warszawa 2004, str. 25;
[24] Joseph Finder; „Paranoja”; przekład Paulina Braiter; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2013, str. 309;
[25] Henryk Bosak; „Wnuk generała”; Wydawnictwo Jaworski; Warszawa 2000, str. 218;