201702.09
Kategoria Biblioteka szpiega

Podwójni agenci


Piotr Niemczyk

„Nie sztuką było złapać agenta, sztuką było obrócić go na swoją stronę.”[1]

Prowadzenie podwójnego agenta to w rzemiośle szpiegowskim najbardziej wyrafinowana forma działania. Ukoronowanie gry operacyjnej, czyli przewerbowanie któregoś z agentów lub funkcjonariuszy przeciwnika tak, aby dezinformować go co do własnych prawdziwych zamiarów.

Najkrócej chyba wyjaśnia to Umberto Eco: „Szpiegów nie unieszkodliwia się, pozbawiając ich życia, ale przekazując im fałszywe informacje. Dlatego potrzebujemy takich, którzy prowadzą podwójną grę.”[2]

Podobnie uważa Tomasz Sekielski: „Nie sztuką było złapać agenta, sztuką było obrócić go na swoją stronę. Wykorzystywać przeciwko dotychczasowym mocodawcom, manipulować przekazywanymi informacjami, wprowadzać w błąd. Działali na własnym terenie, sytuacja była pod kontrolą, a ryzyko niewielkie.”[3]

A jak to może wyglądać na konkretnym przypadku opisuje John Le Carre:

To ruski szpion, ale teraz jest nasz. Tylko że musi udawać przed swoimi, że dalej nas szpieguje. Przecież inaczej by nie mógł nic zrobić. Inaczej nie mógłby chodzić sobie do tego domu o każdej porze dnia i nocy, bez goryli, bez obstawy, bez problemu. Chodzi do nas, to jakiś towar musi brać. Więc mu dajemy byle co, żeby przekazał swoim. Żeby cała Moskwa mogła klepać go po plecach i mówić mu, że jest świetny.[4]

Trochę inaczej, bo od strony warsztatu wywiadowczego, omawia problem Henryk Bosak. Dodaje przy tym, że prawdziwą korzyść ma ta służba, która ma pewność, że kontroluje zwerbowanego:

Gra operacyjna polegała na pracy tego samego agenta dla dwóch wrogich wywiadów. Ale tylko jeden z nich o tym wiedział, ten który kierował grą. Zdarzało się jednak, że agent wobec żadnego wywiadu nie był lojalny.[5]

Wątpliwości dotyczące lojalności podwójnych agentów zgłasza także Graham Greene. Ocenia jeden z konkretnych przypadków:

Uderzył w samo serce obozu przeciwników. Zwerbował w głównej kwaterze policji agenta, który służy teraz obu stronom.
– Tacy agenci zwykle są trochę niepewni. Nigdy nie można mieć pewności, którą stronę oszukują bardziej.[6]

No właśnie. Jeżeli nie sposób uniknąć wątpliwości co do tego, dla której strony podwójny agent pracuje naprawdę, to trzeba wymyślić kryteria jego sprawdzania. John Le Carre podpowiada, że taką wskazówką może być sposób rozliczania się z pieniędzy:

Jako cenny agent Stasi Mundy otrzymuje ładną pensyjkę, premie i wypłaty motywacyjne. Niestety etyka zawodowa każe mu oddawać wszystko swym prawdziwym pracodawcom, którzy odwdzięczają mu się znacznie skromniej – i nic dziwnego, skoro w odróżnieniu od Stasi Londyn przyjmuje jego lojalność za pewnik.[7]

Zwyczaje służb wywiadowczych są niewzruszone: sumy, które podwójny agent otrzymuje od pracodawcy A, trafiają w całości do kasy pracodawcy B.[8] – puentuje Vladimir Volkoff.

Pieniądze przewijają się w powieściach szpiegowskich bardzo często. Co oczywiste, są jednym z najważniejszych powodów, dla których werbowany decyduje się na zdradę. Zwykle jednak nie są jedynym powodem. W książkach można znaleźć cały katalog motywów działania podwójnych agentów. Na przykład potrzeba uczestniczenia w niebezpiecznej grze. Jak u Andrzeja Zbycha:

Wąsowskiemu żal będzie rozstawać się ze swoim wcieleniem i za cenę zachowania statusu zgodzi się sprzedać Dibeliusowi wszystkich, a może tak utożsamił się z grą, że będzie chciał ją ciągnąć nawet pod kontrolą Niemców? Kloss zbyt dobrze poznał arkana swojej roboty, by nie zdawać sobie sprawy z groźby, jaką niesie ta gra. Nieraz stykał się z agentami pracującymi dla dwóch, trzech lub więcej panów, którzy w pewnym punkcie swego życia nie identyfikowali się już z żadnym mocodawcą – prowadzili swoją własną grę.[9]

Dość podobna jest diagnoza Kena Folletta, który skłonność do pracy na dwie strony upatruje w głębokiej deprawacji, ale także naturze hazardzisty i uzależnieniu od adrenaliny:

Alfred George Owens był inżynierem elektrykiem pracującym w przedsiębiorstwie, które miało parę rządowych kontraktów. W latach trzydziestych odwiedzał Niemcy wiele razy i nie proszony przekazał admiralicji trochę technicznych informacji, które zdobył w swej pracy. W końcu morska służba wywiadowcza przekazała go MI6, która z kolei zaczęła robić z niego agenta. Ledwie go zwerbowała Abwehra, a już MI6 wpadła na jego trop po zatrzymaniu listu, który wysłał na znany nam tajny adres niemiecki. Było jasne, że to człowiek zupełnie pozbawiony lojalności, który po prostu chciał zostać szpiegiem.[10]

Nie każdy podwójny agent musi być jednak zwerbowany. Duże ciekawszy pomysł to podstawienie obcej służbie własnego kandydata i w ten sposób wprowadzenie do struktur przeciwnika. Dość lakonicznie opowiada o tym Andrzej Zbych:

Hanna została zwerbowana w Argentynie, a ściśle rzecz biorąc, pozwoliliśmy jej zostać zwerbowaną przez Abwehrę, ponieważ już od dwóch lat była kadrowym pracownikiem Intelligence Service.[11]

Z takiej relacji jak Andrzeja Zbycha, infiltracja wydaje się prosta jak pstryknięcie palcami. To jednak absolutnie nieprawda. Jak skomplikowana może być operacja podstawienia swojego człowieka pisze Artur Conan Doyle:

Kosztowało mnie to dwa lata, Watsonie, ale na brak przygód nie narzekałem. Jeśli ci powiem, że zacząłem moją pielgrzymkę w Chicago, wstąpiłem do tajnego irlandzkiego stowarzyszenia w Buffalo, narobiłem poważnych kłopotów posterunkowi w Skibbareen, i dopiero wtedy wpadł mi w oko podrzędny agent von Borka, który polecił mnie szefowi jako odpowiedniego człowieka, zdasz sobie sprawę, jakie to było skomplikowane. Od tego czasu zaszczycał mnie swoim zaufaniem, co w niczym nie zmieniało faktu, że większość jego planów subtelnie się nie powiodła, a pięciu z jego najlepszych agentów siedzi w więzieniu. (…)

– Niech cię szlag, ty podwójny zdrajco! – wrzasnął Niemiec, szarpiąc więzy i rzucając Holmesowi mordercze spojrzenie.[12]

Na pewne szczególne aspekty funkcjonowania podwójnych agentów zwracają uwagę Borys Akunin i Frederick Forsyth. Obaj twierdzą, że taka osoba nie powinna mieć pełnej jasności co do gry w której uczestniczy. Wręcz przeciwnie, trzeba jej starannie reglamentować informacje i pilnować aby nie zorientowała się co do zbyt wielu okoliczności swojej sytuacji.

Pozostawimy Berensona i Maraisa, podsuwając Berensonowi sfabrykowane dokumenty, które ten będzie przekazywał do Moskwy – podsumował sir Martin. – Sęk w tym, że długo nie da się tego ciągnąć. Berenson jest zbyt wysoko postawiony i za dużo wie, żeby dał się wyprowadzić w pole.[13]

Tyle Forsyth, natomiast Borys Akunin oprócz potrzeby ograniczonego zaufania podpowiada, że najlepiej aby zwerbowany po prostu nie był byt bystry:

Fandorin odbył kilka długich rozmów z Ateną, w której nie odkrył nic boskiego. Baba była chytra, a nawet kuta na cztery nogi, ale nie miała za grosz rozumu, co zresztą typowe dla podwójnych agentów.[14]

„Moment przełomowy nastąpił wtedy, gdy przestał nosić czerwone krawaty.”[15]

Co ciekawe, funkcjonowanie podwójnych agentów, wielu pisarzy dużo barwniej opisuje nie od strony która takiego agenta kontroluje, tylko od strony która obawia się, że takiego zdrajcę ma w swoich szeregach. Vladimir Volkoff, raczej naiwnie, sugeruje że przewerbowany może się sam zdradzić zmianą zachowania. Inni autorzy upierają się jednak, że rozpoznanie sytuacji musi być wynikiem solidnej analizy, dobrego przecieku i dyskretnego śledztwa.

John Le Carre, który lubi wyjaśniać takie problemy systemowo, podpowiada że do podejrzeń o zdradę trzeba podchodzić bez nadmiernych emocji, ale też nie wolno ich lekceważyć:

Są poszlaki, może nawet kilka poszlak, wskazujących na to, że gdzieś tam, w jakimś ministerstwie czy w agencji, zakamuflował się szpieg. No i co z tego? Przecież nie da się aresztować wszystkich urzędników rządowych. Nie da się zastawić pułapki na całe ministerstwo. Trzeba po prostu usiąść na tyłku i czekać z nadzieją na więcej danych. Niech pan nie zapomina o jednym: ci, którzy prowadzili operację Toczący się Kamień, nie wiedzieli nawet, w jakim kraju ten facet działa.[16]

Podejmowane działania – jak dodaje James Grady – muszą być prowadzone z maksymalną ostrożnością.

Musi działać jakiś podwójny agent. I jeżeli moje przypuszczenia są słuszne, jest to człowiek na bardzo wysokim stanowisku. Nie możemy sobie pozwolić na jeszcze jedno źródło przecieku. Nie możemy nikomu zaufać, więc musimy sami prowadzić te sprawę.[17]

Można się domyślać, że Le Carre i Grady doszli do wniosków o funkcjonowaniu agenta dzięki analizie sytuacji. Czasami, według Henryka Bosaka, taka wiadomość dociera dzięki rozpoznaniu innej służby:

Łącznikowany przez rezydenturę w Wiedniu, agent <Obywatel> przekazał na ostatnim spotkaniu informację, iż CIA ma w radzieckim MSZ swego agenta. Agent nie mógł ustalić jego danych personalnych. Dowiedział się jedynie, że 4 lipca w dniu święta narodowego Stanów Zjednoczonych, z agentem tym spotka się rezydent CIA w Wiedniu. Spotkanie ma mieć miejsce przed pomnikiem Straussa w Stadtparku w centrum Wiednia. (…)

Czy przypominasz sobie, Janku, abyśmy kiedykolwiek ustalili agenta CIA w radzieckich centralnych instytucjach? – zapytał z przebiegłym uśmiechem Milewski.[18]

Innym, niż wiadomość o tajnym spotkaniu, dowodem na penetrację przez obcą służbę, może być wiedza o tym że przeciwnik zdobył jakiś tajny dokument. Taki przykład omawia Robert Littell:

Co to jest <lista obserwacyjna>? – zapytał starszy mężczyzna. To wykaz obywateli polskich, uznanych przez brytyjską placówkę w Warszawie za potencjalnych współpracowników, którymi warto się bliżej zainteresować w celu nawiązania kontaktu. Dokument mógł zostać skradziony agentom MI6 w Warszawie, zasugerował starszy mężczyzna. Nie, nie, zaprzeczył Polak. Na kopii, którą widział, widniały stemple i parafy, wskazujące na to, że pismo zostało rozprowadzone wśród ograniczonej liczby oficerów, z których żaden nie pracował w Polsce.[19]

Zdobycie przez obcą służbę tajnego dokumentu to jednoznaczne świadectwo o tym, że są przecieki. Czyli gdzieś może być ulokowany podwójny agent. Tylko że istota dezinformacji nie koniecznie musi polegać na tym aby przekazać fałszywe informacje o własnych zamiarach. Bywa, że chodzi wyłącznie o wprowadzenie zamieszania i wywołanie nieufności w szeregach przeciwnika.
Zwraca na to uwagę Graham Greene, który podkreśla z jaką ostrożnością trzeba podchodzić do podejrzeń o ewentualnym podwójnym agencie i z jak wielką dyskrecją uruchamiać wyjaśnienia:

– Istnieje możliwość, oczywiście tylko możliwość, że przeciek powstał za granicą, a dowody podrzucono nam tutaj, żeby wprowadzić zamęt w firmie, nadszarpnąć morale i narazić na szwank naszą reputację u Amerykanów – rzekł C. – Gdyby wieści o przecieku się rozniosły; mogłoby to nam zaszkodzić bardziej niż sam przeciek.

– Myślałem o tym – przyznał Percival. – Przesłuchania w parlamencie. Wywlekanie starych nazwisk: Vassall, afera Portland, Philby. Ale jeśli zależy im właśnie na tym, żeby to nagłośnić, nie możemy wiele zrobić.

– Myślę, że powołano by komisję, aby ukręcić łeb sprawie – stwierdził Hargreavers. – Ale załóżmy przez moment, że chcą zdobyć informacje, a nie wywołać skandal. W sekcji szóstej trudno o ważne informacje. (…) Dlatego zastanawiam się, czy po prostu nie chcą wywołać wrażenia, że znów spenetrowali brytyjskie tajne służby.[20]

Problem podwójnych agentów jest bardzo często opisywany w powieściach szpiegowskich. Co najmniej kilka z nich poświęconych jest wyłącznie tropieniu zdrajcy. Bardzo szczegółowo opisywane są procedury identyfikacji zagrożenia, typowania podejrzewanego, zbierania dowodów i szacowania strat. Ten rozdział to tylko ogólne wprowadzenie do tematu. Poszczególnym etapom działania przewerbowanych poświęcone będą jeszcze inne odcinki „kursu”.

Piotr Niemczyk


Przypisy

[1] Tomasz Sekielski; „Sejf 3. Gniazdo kruka”; Dom Wydawniczy Rebis; Poznań 2014, str. 232;
[2] Umberto Eco; „Cmentarz w Pradze”; przekład Krzysztof Żabkolicki; Wydawnictwo Noir Sur Blanc; Warszawa 2011, str. 208;
[3] Tomasz Sekielski; „Sejf 3. Gniazdo kruka”; Dom Wydawniczy Rebis; Poznań 2014, str. 232;
[4] John Le Carre; „Szpieg”; przekład Jan Rybicki; Świat Książki; Warszawa 2011, str. 346;
[5] Henryk Bosak; „Wnuk generała”; Wydawnictwo Jaworski; Warszawa 2000, str. 277;
[6] Graham Greene; „Nasz człowiek w Hawanie”; przekład Maria Skibniewska; Wydawnictwo Sonia Draga; Katowice 2012, str. 205;
[7] John Le Carre; „Przyjaźń absolutna”; przekład Jan Rybicki; Wydawnictwo Amber; Warszawa 2004, str. 165;
[8] Vladimir Volkoff; „Werbunek”; przekład Beata Biały; Klub Książki Katolickiej; Dębogóra 2007, str. 259;
[9] Andrzej Zbych; „Stawka większa niż życie. Kurierka z Londynu”; Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej; Warszawa 1989, str. 181;
[10] Ken Follett; „Igła”; przekład Małgorzata Targowska-Grabińska; Wydawnictwo Czytelnik; Warszawa 1989, str. 35;
[11] Andrzej Zbych; „Stawka większa niż życie. Kurierka z Londynu”; Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej; Warszawa 1989, str. 236;
[12] Sir Artur Conan Doyle, „Ostatni ukłon”, przekład Anna Krochmal i Robert Kędzierski, str. 1117; w: Sir Artur Conan Doyle; „Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa”; przekład Anna Krochmal, Robert Kędzierski, Marta Domagalska, Zofia Wawrzyniak; Wydawnictwo REA; Warszawa 2011;
[13] Frederick Forsyth; „Czwarty Protokół”; przekład Zbigniew Kościuk; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2011, str. 207;
[14] Boris Akunin; „Czarne miasto”; przekład Aleksandra Okuniewska-Stronka; Świat Książki; Warszawa 2014, str. 19;
[15] Vladimir Volkoff: „Montaż”; przekład Adam Zalewski; Klub Książki Katolickiej; Poznań 2005; str. 455;
[16] John Le Carre; „Z przejmującego zimna”; przekład Jan Kraśko; Świat Książki; Warszawa 2008, str. 126;
[17] James Grady; ”Sześć dni Kondora”, przekład Stefan Wilkosz; Wydawnictwo Amber; Warszawa 1994, str. 88
[18] Henryk Bosak; „Wnuk generała”; Wydawnictwo Jaworski; Warszawa 2000, str. 268;
[19] Robert Littell; „W gąszczu luster”; przekład Dorota Walasek-Elbanowska, Aleksandra Lercher-Szymańska; Wydawnictwo Noir Sur Blanc; Warszawa 2005, str. 222;
[20] Graham Greene; „Czynnik ludzki”; przekład Adam Pituła; Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz; Warszawa 2015, str. 40;