201703.06
Kategoria Publikacje

Jak książę Mieszko pierwsze „służby” przyszłej Polsce budował…


W Rzeczypospolitej aż do rozbiorów nigdy nie doszło do instytucjonalnego ukształtowania się służby wywiadu. Nie znaczy to jednak, że nie prowadzono różnorakich działań szpiegowskich. Każdy szanujący się władca chciał mieć swoje oczy i uszy na dworach najważniejszych graczy politycznych oraz swoich potencjalnych i aktualnych wrogów. Od dobrego rozpoznania sytuacji zależały udane operacje wojskowe, spiski oraz liczne aranżowane małżeństwa. Możemy śmiało założyć, że ilość potrzebnych informacji nie odbiegała od tych, które są dziś potrzebne do sprawnego funkcjonowania państwa. Operacje wywiadowcze realizowane były przez różne szczeble władzy z różnym natężeniem – w zależności od bieżących potrzeb państwa, jego możliwości organizacyjno-finansowych, a także indywidualności władców i dowódców. Na uwagę zasługuje w tym kontekście unikalność i rozmach działań informacyjno-wywiadowczych pierwszych Piastów.

Source: flickr.com

Mieszko I, ten książę „odziany w kożuch” – jak pisał niemiecki kronikarz Thietmar z Merseburga, miał wiedzę wystarczającą, aby objąć swoimi zainteresowaniami i działaniami obszar sięgający od Skandynawii, poprzez tereny Związku Wieletów, po Księstwo Czeskie, Królestwo Niemieckie, Królestwo Węgierskie i Rzym. Wiedza jego syna, Bolesława, była dużo szersza i głębsza zważywszy chociażby na jego kontakty w Bizancjum i we Włoszech, czy interwencje na Rusi. Skąd takie umiejętności? Należy przede wszystkim pamiętać o tym, że państwo Polan jednoczyło ziemie głównie metodą podboju wewnętrznego, a następnie kontrolowało je i zarządzało w oparciu o drużynę, system grodów i ponadplemienne instytucje centralne.

Aby zabezpieczyć jedność młodego państwa pierwsi Piastowie musieli dysponować zaufanym kanałem informacji, aby właściwie reagować na wszelkie tendencje odśrodkowe lub zagrażające ich władzy. Od czasów antycznych wojny wymagały przede wszystkim sprawnego wywiadu, który dziś nazwalibyśmy wojskowym. Pierwsza wzmianka o jego istnieniu odnosi się do zapisków na temat komesa Wichmana, który występował kilkakrotnie przeciwko królowi Niemiec Ottonowi II, ale za każdym razem pokonany znajdował schronienie wśród plemion słowiańskich na północy. Wg kronikarza saskiego Widukinda, Wichman „króla Mieszka (…) dwukrotnie pokonał, zabił jego brata, wielki łup od niego wycisnął”.

Polski władca szybko wyciągnął wnioski ze swoich porażek i ostatecznie położył kres działalności Wichmana m.in. dzięki swojemu wywiadowi. Wg Widukinda, Wichman wrócił do swoich wieleckich sojuszników i „tutaj zmawiał się ze Słowianami, którzy nazywali się Wolinianami, jak mogliby Mieszka… nawiedzić wojną; co doszło do jego [Mieszka] wiadomości”.

Polski książę, dysponując tego typu wyprzedzającą informacją (najprawdopodobniej miał swoich szpiegów wśród Wolinian, lub coś, co dziś nazwiemy osobowymi źródłami informacji) postawił natychmiast swoją drużynę w stan gotowości, wzmacniając ją jeszcze dwoma hufcami jazdy czeskiej. Do bitwy z Wolinianami doszło  21 września 967 r. Mieszko odniósł pełne zwycięstwo, a Wichman stracił życie. W kontekście potencjalnych działań wywiadowczych Mieszka I zwraca także uwagę bitwa pod Cedynią, do której doszło 24 czerwca 972 r. roku między wojskami polskiego księcia, a margrabiego Marchii Łużyckiej Hodo.

Wojska Hodona wyruszyły z Magdeburga i przeszły przez terytoria słowiańskich plemion Wieletów i Obodrzyców. Głębokie rozpoznanie Mieszka I działało sprawnie, gdyż jego wojska, prawdopodobnie uprzedzone, czekały już u brodu na Odrze nie tylko w gotowości, ale i z obmyśloną koncepcją przeprowadzenia bitwy (wciągnięcie wojsk niemieckich w pułapkę, kontratak przy pomocy sił dowodzonych przez brata Mieszka Czcibora). Nie dowiemy się tego, czy Mieszko uzyskał informacje o wyprawie Hodona już w momencie wymarszu jego wojsk z Magdeburga, czy dopiero gdy przechodziły one przez terytoria neutralnych Wieletów i Obodrzyców (bardziej wiarygodna wydaje się ta druga możliwość).

Doświadczenia ojca wykorzystał i na niespotykaną skalę rozwinął Bolesław Chrobry tocząc długotrwałe wojny z Henrykiem II. Już Mieszko I „mącił i knuł” w Niemczech popierając przeciwników Ottona II i Ottona III. Bolesław rozwinął te wszystkie działania wchodząc w bliskie kontakty z licznymi wielmożami niemieckimi opozycyjnymi wobec Henryka II, którzy dostarczając mu kluczowych danych, wiązali się z władcą Polski na śmierć i życie. W rezultacie miał on informatorów w najbliższym otoczeniu Henryka II. Gdy w 1007 r. król Niemiec po tajnej naradzie zdecydował o zerwaniu pokoju z Polską, Bolesław – jak  pisze Thietmar – dowiedział się o tym „od pośredników” jeszcze zanim przybył na dwór polski oficjalny wysłannik z Niemiec.

Bolesław znał też w zarysie plany kolejnych wypraw Henryka II na Polskę (za wyjątkiem pierwszej), skutecznie je niwecząc. Henryk II zdawał sobie sprawę z wywiadowczych możliwości polskiego księcia. Potwierdzają to różne jego posunięcia, w tym prośba skierowana do najbliższych współpracowników aby „wywiadywali się o tajnych spiskach Słowianina i, o ile możliwości, starali się dostać w swoją moc jego szpiegów”. Najczęściej pozostawał jednak wobec działań Bolesława bezsilny. Niezadowolony z rezultatów wyprawy w 1005 r. kazał powiesić w Fallersleben rycerza Bruncjona z Merseburga, a spośród Słowian „możnego Borysa i Wszemysła”. Natomiast przed wyprawą w 1017 r., chcąc uchronić się przed szkodliwym przeciekiem informacji, zakazał przyjmowania i wysyłania posłów do polskiego księcia oraz polecił „wyśledzić tych, którzy ośmielili się tak dotychczas postępować”. Nie można tu wykluczyć, że wymienieni powyżej skazańcy, to pierwsi znani z nazwiska polscy szpiedzy lub TW. Powieszenie było bowiem karą hańbiącą, stosowaną wobec zdrajców. Skoro nie zginęli od miecza, musiano im dowieść zdrady. W kronice Thietmara z Merseburga pojawia się Niemiec (kronikarz pisze „jeden z naszych”), szpiegujący dla Bolesława. Jest to kapelan biskupa Reinberna, niestety nieznany z nazwiska, który w 1004 r. uprzedzał przebywającego w Pradze Bolesława o wysłanych potajemnie przez Henryka II wojskach  mających pochwycić lub zabić polskiego księcia.

O zdumiewającym zakresie działań wywiadowczych Bolesława świadczy następujący fakt. Gdy po zawarciu pokoju z Polską w 1013 r. Henryk II udał się do Papieża, aby koronować się na Cesarza Rzymskiego, polski władca podjął próby przeszkodzenia koronacji. W tym celu wysłał szpiegów do Rzymu i „wywiadywał się po cichu, jak stoją sprawy króla w tamtych stronach oraz starał się zbuntować kogo mógł przeciw niemu”. Wielka operacja wywiadowcza towarzyszyła również dyplomatycznej akcji uwolnienia syna Bolesława, Mieszka II, najpierw z rąk czeskich, a później niemieckich.

Warto poświęcić kilka słów współpracownikom Bolesława w prowadzeniu działań wywiadowczych. Był nim z pewnością opat Tuni (Antonius, uczeń św. Brunona), „mnich z powierzchowności, a chytry jak liszka z czynów swoich, za co był przez swojego pana tak lubiany”. Posłował on kilkakrotnie w imieniu Bolesława i był wprost posądzany o szpiegostwo. To samo dotyczy rycerza Stoigniewa. Posłował on dwukrotnie w 1015 r. do Niemiec aby poprawić stosunki bilateralne, ale wg Thietmara, jego rzeczywistym celem było „sianie zamętu”. Interweniował w sprawie uwolnienia Mieszka II, nawiązywał tajne kontakty z antyhenrykowską opozycją, badał sytuację w przeddzień wybuchu kolejnego konfliktu zbrojnego pomiędzy obu państwami. W końcu należy tu wymienić biskupa kołobrzeskiego Reniberna, którego kapelan tak przytomnie ostrzegał Bolesława w Pradze. Towarzyszył on córce Bolesława, która została wydana za księcia Świętopełka, patronował powstaniu silnego lobby propolskiego na Rusi, a w 1012 r. został uwięziony wraz z Bolesławówną przez Włodzimierza Wielkiego pod zarzutem, że „spiskują przeciwko niemu” za namową władcy Polski. Zmarł w więzieniu w niewyjaśnionych okolicznościach.

Najważniejszą figurą w tej talii kart był jednak sam Bolesław Chrobry. Przyjaciele mówili o nim, że cechowała go przenikliwość, bystrość orientacji, szybkość działania; wrogowie, że był przebiegły, „chytry jak lis”, w „tysięcznych biegły sztuczkach”. Kroniki zgodnie podają, że był hojny, potrafił pozyskiwać sobie przyjaciół i sojuszników.

Podsumowując można stwierdzić, że Mieszko I był spadkobiercą doświadczeń swoich przodków i wzbogacał je w miarę jak rozrastało się jego państwo, a Bolesław Chrobry wzniósł działania na „tajnym froncie” na wyżyny niespotykane w ówczesnej Europie.

Roman R. Rost