Genesis
Grzegorz Artur Obrzut: Nie wierzcie we wszystkie historie, które wam opowiedzą członkowie Fundacji. Część z nich to szpiedzy – lubują się w tworzeniu różnych historii. A nauczyciele akademiccy to już zupełnie są odjechani. Ot, choćby na temat powstania Fundacji i jej nazwy. Ja Wam opowiem jak było naprawdę.
Pewnego dnia, kiedy szedłem jak zwykle ulicą, zatrzymał się obok mnie długi czarny samochód. Otworzyły się drzwi, a głos ze środka powiedział – Wsiadaj! Ucisk na plecach pozwolił mi szybko podjąć decyzję. Wsiadłem. W środku siedział on. Był taki, jak zwykle. Jedno oko miał zielone a drugie… takie jakby… też zielone. A, no i ta laska z główką pudla. Blond laska z fryzurą na pudla. Kota można dostać!
– Podobno znasz kilka osób? – cedząc słowa powiedział On.
– Kto, ja? – zapytałem, zręcznie zmieniając temat.
– No chyba nie ja!? – zachichotała laska.
– Cicho. – powiedział spokojnie. – No dobrze, twardy jesteś jak widzę. To trudno. Jeszcze się spotkamy.
Wysadzili mnie na najbliższym skrzyżowaniu. Dotarłem do stacji i kupiłem bilet na pociąg. Następnego dnia byłem już w domu. Do tej pory drżę na wspomnienie fryzury tej panienki.
Opowiedziałem o tym Wojtkowi Martynowiczowi, ale stwierdził, że jest za mało danych, żeby już wypuszczać łabędzia, szczególnie, że pasta, którą go wysmarowaliśmy może się spłukać. – Trzeba wypuścić zimą – mówił – jak woda zamarznie. W sumie to muszę przyznać, że pomysł zamiany pawia na łabędzia był majstersztykiem kamuflażu, ale nie ułatwił nam zadania. Monia! Monia! – krzyczały Zimorodki Australijskie krążące nad stawami.
Wrona się trochę boczył o tego pastowanego, że to niby jakaś aluzja, ale Sara-Marie powiedziała – Kiss my libs! – i się po prostu rozanielił.
Kilka dni później ten samochód już się nigdy nie pojawił.

flickr.com by Ștefan Jurcă. Edit by Fundacja Po.Int, CC BY 2.0.
Zrobiliśmy szybkie zebranie. Niestety, wyspa na szkierach, którą posiada Severski jest tak mała, że nie da się na niej stać – ale to też zaleta – żaden najeźdźca nie postawi na niej stopy, o ile nie jest drobną kobietką z rozmiarem 36. Całe szczęście, że Kamil Niemira miał skąd pożyczyć żaglówkę, bo byśmy znowu musieli zamrażać Bałtyk, jak w 1979. Ale to materiał na inne opowiadanie. Na żaglówce zmieścił się kamper i spora część załogi.
Aleksandrowicz jak zwykle przyleciał na płonącym ciastku – robi to ponoć od lat. Rafał przyszedł w kierpcach, a Kamil i Patrycja siedzieli w wózeczku 4×4.
Skakaliśmy po kolei na wyspę, żeby nie było, że nie byliśmy. Kiedy jedna osoba wskakiwała, druga wyskakiwała i w przelocie wykonywali Błyskawiczne Przekazanie Materiałów. Trochę bolało. Wolę jednak skrytki w toalecie, bo tam najwyżej można wpaść. Znaczy – nogą można wpaść, jak się omsknie na muszli.
Wszyscy się zgodzili, że nic nie będziemy mówili o bieżącej sytuacji i o polityce. I tak sobie milczeliśmy.
Daniel dawał nam znaki w sekrecie, udzielając wywiadów w telewizji. Mogę zdradzić tylko tyle, że kiedy Boćkowski się przeciąga na wizji to znaczy, że mu się nudzi. To tajny sygnał. A potem… tak, to wtedy właśnie było tak, że Sara-Marie założyła nogę na nogę.
No i w sobotę mnie olśniło! Tak, to było to! Powinniśmy coś założyć! Ja założyłem spodnie, Tomek Zając założył za mnie w restauracji, Tomek Bajerowski założył nauszniki, Witold Sokała założył się z Witoldem Janczysem, ale nie wiemy o co, bo nikt z nas nie mówi po litewsku. Zakładam, że Janczys mówi, ale to tylko przypuszczenie. A Vincent? Vincent założył Fundację.
Potem, to już było z górki. Jarek Hryszko wygrzebał gdzieś w garażu przenośny reaktor jądrowy, i mieliśmy prąd. Tomek Gajewski, wytypowany z racji peselu, u-be-zpieczył nas od reakcji. Dlaczego dołączył Piotr Niemczyk, nie wiemy, ale planujemy przesłuchać go w tej sprawie. O ile tylko da się namówić na wypad na szkiery.
Skąd nazwa, pytacie? Jak już mówiłem, Tomasz Aleksandrowicz lata na płonącym ciastku. I wtedy właśnie leciał, i do nas zawołał wielkim głosem – From this day forward Ye’ll be known as Beata…! Get out of here! – podziękowaliśmy uprzejmie i dlatego nazywamy się Po.Int. Z kropką.
I chcielibyśmy także podziękować wszystkim, którzy nam pomagali wyjść z depresji.
Agatko, Kasiu, Alicjo, Dominiko, Sahar, Alku, Bartku, Chester, Commandante, Pawle K i Pawle W, Remi, Jakubie, Michale, Krzysztofie, Henryku – dziękujemy.
Ktokolwiek zabrał tego łabędzia kiedy nie patrzyłem, niech mu czyta wieczorem coś miłego. Szczególnie lubi „Niepolegalnych”.
P.S. Mam dla Was sekret! Severski nie istnieje! To człowiek wynajęty w dzieciństwie, żeby udawał Severskiego. Robi to dobrze, bo ma praktykę, ale my widzimy czasem drobne błędy. No i to właśnie on pisze te wszystkie książki. Ale ciiiii, to ta-je-mni-ca…
Do zobaczenia w przyszłym roku!
Zespół Fundacji Po.Int